11.3 C
Warszawa
poniedziałek, 12 kwietnia, 2021
More

    Ostatnie

    Kulinarne sekrety hiszpańskich babć

    Tekst przeczytasz w około 6 min.
    - reklama -

    Wiecie co jest lepsze niż jedzenie w luksusowej restauracji w nadmorskim hiszpańskim kurorcie? Zaproszono mnie do domu na wiejskiej prowincji. Babcia koleżanki przygotowała tradycyjne danie z lokalnych produktów, zgodnie z wielopokoleniową tradycją. A szczytem luksusu jest wyjść z takiego poczęstunku z zapisanym na karteczce przepisem, który dostaliśmy od seniorki rodu. Bo tego nie znajdziecie w żadnej książce kulinarnej.

    Miałam to szczęście, że kilka razy byłam zaproszona na taki swojski obiad. Dla mnie to była rzecz ekskluzywna. Po pierwsze – Hiszpanie nie często zapraszają do siebie (zwykle spotykają się w barach). A po drugie – kiedy już zasiada się przy jednym stole z rodziną hiszpańską, najczęściej wielopokoleniową, na pewno będziemy mieli okazję spróbować czegoś wyjątkowego.

    Hiszpańskie przepisy

    Gospodyni odsłoni nam kilka sekretów lokalnej, wiejskiej kuchni, podzieli się przepisami, które ona dostała od swojej babci. Na pewno skosztujemy potraw, których receptura przekazywana jest z ust do ust od wielu pokoleń i nie ulega modyfikacji ani o jotę, ani wpływowi obecnej mody. Jak babcia używała harina de almortas (mąka z groszku używana do robienia gachas) kupionej u Pilar za rogiem, tak jej córka i wnuczka nie wyobrażają sobie zrobienia tej właśnie potrawy z innej mąki, bo nie wyjdzie jak trzeba. Te sprawy Hiszpanie traktują niezwykle serio i są w tej kwestii konserwatystami.

    Podczas takiej biesiady na pewno usłyszymy niesamowite opowieści związane z kulinarnymi zwyczajami, przepełnione rodzinnymi historiami i anegdotami.

    Paella z przepisu babci

    Dlatego zawsze warto przyjmować zaproszenia do domu babć na obiad. Tam nigdy nie podadzą wam pizzy, sushi ani odmrożonej ryby. Nie bez powodu słynne jest hiszpańskie powiedzenie: “Najlepszą paellę robi moja babcia”. Żadnych półproduktów, żadnych ulepszaczy, wszystko swojskie, z lokalnych sklepików, z ryneczku i od zaprzyjaźnionego hodowcy.

    Najciekawsze jest to, że można mieszkać w Hiszpanii kilkanaście lat, ale wystarczy zostać zaproszonym przez rodzinę z sąsiedniej wioski, oddalonej o 14 kilometrów i człowiek odkrywa nowy, kulinarny świat. Bo tu każda wioska kultywuje swoje potrawy, strzeże receptury przekazując je młodemu pokoleniu, aby to nie zapomniało o tradycji.

    Czytaj więcej: Wina ekologiczne z Hiszpanii

    Często są to proste potrawy, które skomponowała bieda. Kiedy jeszcze niedawno Hiszpanie na terenach rolniczych żyli skromnie, a podróż do innej wsi była wydarzeniem, jadło się to, co zrodziła ziemia, co się od sąsiada kupiło.

    Trzeba pamiętać, że dla Hiszpanów jedzenie to coś więcej niż odżywianie się. To cała kultura, to styl życia łączący rodzinę i podtrzymujący serdeczne więzi.

    Roscutrera z miodem

    Niedawno babcia naszych przyjaciół mieszkających w Villafranca de los Caballeros, przygotowała specjalnie dla nas karnawałowy przysmak – roscutrera. Wioska jest oddalona od miasteczka, w którym mieszkam zaledwie o 14 km, ale roscutrerę widziałam i jadłam pierwszy raz w życiu. To dość pracochłonny wyrób. Kuleczki, wyglądające jak mini-pączuszki polane słodkim miodem, od niepamiętnych czasów pojawiały się na tutejszych stołach wraz z karnawałem. Odrywa się te słodkie kuleczki i je się pojedynczo, a potem trzeba palce oblizywać bo ociekają miodem.

    Wioskę w Hiszpanii sprzedam w dobrej cenie

    Dostałam przepis od gospodyni. Składniki w większości domów są pod ręką: mąka, proszek do pieczenia, oliwa, skórka z cytryny lub skórka z pomarańczy, cukier, białe wino i miód. Z tak powstałej masy lepi się małe kuleczki i smaży na głębokim tłuszczu. Gdy przestygną polewa się miodem.

    Całe rodziny zasiadają do robienia kuleczek. W moim miasteczku roscutrera nie jest znana, za to lokalnym specjałem są tortas de Alcazar – biszkoptowe ciasteczka, które je się maczając w ciepłym mleku.

    Patatas camperas

    Dziadkowie też mają coś do zaoferowania jeśli chodzi o tradycyjną kuchnię. Nigdy nie zapomnę smaku najprostszej potrawy jaką w życiu jadłam, w najbardziej rustykalnym klimacie i okolicznościach przyrody.

    Danie nazywa się patatas camperas czyli ziemniaki po wiejsku. Od pokoleń przygotowuje się je w przerwie podczas zbioru winogron, na polu, nad ogniskiem w trójnożnej głębokiej patelni. Zostałam na tę wiejską ucztę zaproszona przez dziadka naszych znajomych, u których moja córka pracowała przy winobraniu. Dla osób zbierających winogrona od wschodu do zachodu słońca to jedyny gorący posiłek w ciągu dnia.

    Czytaj więcej: Hiszpańska żywność ekologiczna

    Do patelni wrzucało się dawniej to, co na polu było pod ręką. Składniki: trochę wody, oliwa z oliwek, cebula, papryka, czosnek, pomidory, ziemniaki. Niegdyś nie używano żadnych przypraw. Gotuje się dopóki składniki staną się miękkie. Patatas camperas je się z jednej patelni maczając kromkę chleba i zgarniając nią ziemniaki, a jak ktoś ma łyżkę to ma szczęście bo ma szansę wyłowić większe kawałki.

    Sposób na muchy

    Przy okazji biesiadowania usłyszeliśmy kilka mądrości życiowych od naszego doświadczonego kucharza, m.in. dlaczego w trakcie jedzenia wyławia się rozgotowane pomidory i rozrzuca wokół – po to, aby muchy nie dokuczały biesiadnikom, pomidory odciągają owady.

    - reklama -

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Tu jest miejsce na treść komentarza
    Podaj imię

    - reklama -

    Zostań z nami

    Wysyłamy wiadomości niezbyt często a jeśli już, to są one sprawdzone i ważne.

    Zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez EcoReporters w celu realizacji usługi newsletter, a tym samym wysyłania mi informacji o produktach blogowych, usługach, promocjach lub nowościach zgodnie z polityką prywatności. Wiem, że zgodę tę mogę w każdej chwili cofnąć.

    Porady zawsze w cenie