7.1 C
Warszawa
wtorek, 13 kwietnia, 2021
More

    Ostatnie

    Jak Hiszpanie uciekają od wirusa COVID-19

    Tekst przeczytasz w około 6 min.
    - reklama -

    Łatwiej jest przetrwać zamknięcie w czasie pandemii COVID-19 w domku z ogródkiem na wsi niż w małym mieszkaniu z windą w blokowisku w centrum stolicy. Hiszpania jest teraz tego najlepszym dowodem.

    Gdy wirus zbiera żniwo bezpieczniej jest żyć w małej społeczności. Od ubiegłego roku wielu mieszkańców Madrytu i innych hiszpańskich metropolii, jeśli mają tylko możliwość pracy online, uciekają na prowincję. Dwa lata temu, zaledwie 16 proc. Hiszpanów mieszkało na wsiach, pozostali w mniejszych i dużych aglomeracjach miejskich.

    COVID-19 w dużym mieście

    Gdyby koronawirus był istotą, z którą można byłoby przeprowadzić wywiad i zapytać, jakie jest jego ulubione miejsce do życia, z pewnością i prawie bez mrugnięcia okiem, odpowiedziałby, że duże miasto. Im bardziej zaludnione, tym lepiej. Dlatego pandemia wywołała nowy trend w Hiszpanii – ucieczki z dużego miasta. Znacznie wzrosło zainteresowanie domami na wsi oraz w małych miasteczkach.

    Wszyscy mówią o odwracającej się dotychczasowej tendencji wyludniania się prowincji. Hiszpania doświadczała tego od dwóch dekad – od 20 lat gminy liczące nie więcej niż tysiąc mieszkańców straciły 142 tysiące osób. Podczas gdy w Madrycie i Barcelonie w dużym tempie stale przybywało ludności.

    Gdy kilkanaście lat temu przyjechałam do Hiszpanii, pamiętam, że wszyscy chcieli mieszkać w centrum. Domy na obrzeżach miast nie cieszyły się tak dużym zainteresowaniem. To zupełnie inaczej niż w Polsce. Pandemia COVID-19 wszystko zmieniła.

    Domek z ogródkiem i szybki internet

    Veronica jest adwokatem, pracuje dla Renfe, jej mąż jest projektantem graficznym – młodzi, bez dzieci. Przed trzema miesiącami podjęli decyzję, że wyprowadzają się z malutkiego mieszkanka w Madrycie i wrócą do jej rodzinnego miasteczka, do 20 tysięcznego Alcazar de San Juan, położonego w rolniczym regionie.

    Sekrety długowieczności Hiszpanów

    Ma być ogródek, taras. Veronica raz w tygodniu musi być w Madrycie, w firmie, z Alcazar do Madrytu pociąg jedzie godzinę. To dla niej idealne połączenie. – Bardzo przeżyłam zamknięcie podczas kwarantanny. To była dla mnie prawdziwa trauma. Wiedziałam, że jak tylko skończy się to wszystko to tak poukładamy pracę, aby wyjechać ze stolicy. Mamy to szczęście, że obydwoje możemy pracować zdalnie – mówi Veronica.

    Na podobny krok decyduje się coraz więcej mieszkańców stolicy i innych dużych miasta. Właściciel biura nieruchomości w Alcazar „Sanches” mówi, że ostatni kwartał ubiegłego roku był rekordowy jeśli chodzi o sprzedaż domów z patiem lub z ogródkiem oraz mieszkań z tarasem przez mieszkańców z zewnątrz, najczęściej z Madrytu. – W czasie pandemii w 20 tysięcznym Alcazar ceny domów nie straciły, utrzymują się na stałym poziomie, podczas gdy w Madrycie w wielu dzielnicach, szczególnie tam gdzie nie ma otwartej przestrzeni, tracą na wartości.

    Wioski zapełniają się mieszczuchami

    Największym zainteresowaniem cieszą się miasteczka dobrze skomunikowane z metropolią oraz gdzie przyszli mieszkańcy nie będą mieli problemów z połączeniem internetowym. To jeden z podstawowych warunków.

    Z raportu Fotocasa wynika, że liczba wyszukiwań domów do kupienia na prowincji po pierwszej fali pandemii wzrosła, w zależności od miasta, od 50 do 150 procent.

    Popyt w niektórych rejonach jest tak duży, że firmy z branży nieruchomości zdecydowały się na otwarcie swoich dodatkowych biur w małych miasteczkach, tak jest w przypadku Castelldefels. To niewielka gmina pod Barceloną, gdzie tradycyjnie mieszkańcy katalońskiej stolicy spędzają weekend i wakacje. Teraz popyt na sprzedaż domów w Castelldefels wzrósł o ponad 43 procent.

    Są i takie małe miejscowości, że sprzedaje się o 100 procent więcej domów, np. Sant Just Desvern. W kolejnym katalońskim miasteczku, Torredembarra, w czasie pandemii przybyło 537 mieszkańców, to o wiele więcej niż na przestrzeni kilkunastu poprzednich lat.

    Podobnie w Cuacos de Juste (Extremadura), regionie uchodzącym za mało zaludniony. Do wioski przeprowadziło się kilkadziesiąt nowych osób, większość to mieszkańcy Madrytu.

    Życie na wsi w epoce COVID-19

    W Kastylii La Manczy w Alameda de Cervera, w wiosce liczącej jedynie 220 mieszkańców, na ten sezon wakacyjny wynajętych jest już 100 procent letnich domów. Do tej pory to się nie zdarzało. To tylko godzinę pociągiem z Madrytu. Mieszkańcy stolicy, którzy mogą pracować zdalnie, ale z jakiegoś powodu nie mogą zmienić miejsca zamieszkania, przenoszą się przynajmniej na kilka miesięcy wakacji na prowincję. Tam łączą pracę z wypoczynkiem, z dala od zatłoczonej stolicy.

    Wioskę w Hiszpanii sprzedam w dobrej cenie

    Zaczął się też ruch w słynnych już opuszczonych wioskach i osadach, zagubionych w górach, poza uczęszczanymi szlakami. Hiszpania ma ich kilka tysięcy. Na przeprowadzkę do takich wiosek decydują się jednak najczęściej osoby w wieku emerytalnym, cieszące się jeszcze dobrym zdrowiem, które nie mają dzieci ani obowiązków zawodowych.

    Przeprowadzka na prowincję to niemal same plusy: niższe ceny nieruchomości, tańsze życie, świeże powietrze, mniej stresu, spokój i daleko od zatłoczonych ulic oraz centrów handlowych. W przypadku pracy zdalnej pensja jest ta sama i dużo większe możliwości zaoszczędzenia. Życie na wsi ma też swoje minusy, ale one w epoce pandemii COVID-19 zdecydowanie ustępują miejsca plusom.

    - reklama -

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Tu jest miejsce na treść komentarza
    Podaj imię

    - reklama -

    Zostań z nami

    Wysyłamy wiadomości niezbyt często a jeśli już, to są one sprawdzone i ważne.

    Zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez EcoReporters w celu realizacji usługi newsletter, a tym samym wysyłania mi informacji o produktach blogowych, usługach, promocjach lub nowościach zgodnie z polityką prywatności. Wiem, że zgodę tę mogę w każdej chwili cofnąć.

    Porady zawsze w cenie