Organiczne batony czekoladowe (sól morska i tymianek, pomarańcza), chipsy z soczewicy (chili i limonka, pomidor i bazylia), suszone wodorosty (sriracha, wasabi, sól), batony proteinowe o niskiej zawartości węglowodanów, przekąski z masłem orzechowym i gorzką czekoladą, pianki marshmallow w mlecznej czekoladzie, beza malinowa, prażone orzechy nerkowca i niesolone pistacje.
To mój ostatni dzień w pracy i stoję przed przekąskami w mikrokuchni, zlokalizowanej na każdym piętrze naszego ogromnego biura. Na pewno jest coś, co nadal chcę zabrać do domu na pamiątkę. A jednak. Nic nie wydaje się atrakcyjne.
Przychodzi kolega, bierze batonik żurawinowo-orzechowy, odkłada go z powrotem. Szkoda, że częściej nie zmieniali przekąsek – wzdycha. Kiwam głową, bo tak, też sobie tego życzyłam.
Jak szczur uciekający z tonącego statku, odeszłam od pracodawcy na dwa miesiące przed zwolnieniami. Kiedy już podejmiesz stresującą decyzję o rezygnacji ze swoich przywilejów i powrocie do rzeczywistości, zdajesz sobie sprawę, że wielka technologia była bańką pod wieloma względami.
Spędziłam dwa i pół roku w dużej firmie technologicznej, czyli wystarczająco krótko, aby zachować pewne poczucie rzeczywistości, i wystarczająco długo, aby je stracić. Nieważne, jak twardo stąpasz po Ziemi, jak skromne masz pochodzenie i jak silna jest Twoja etyka pracy. Doświadczenie tego środowiska Cię zmieni. Po podpisaniu umowy, wejściu do biura i otrzymaniu pierwszej wypłaty, wkroczyłaś w krainę benefitów firmy technologicznej.
Najlepszym sposobem, aby udowodnić, że mam rację, niech będzie fakt, że odeszłam od byłego pracodawcy do innej firmy technologicznej. Nie tak dużej i nie tak zaawansowanej technologicznie, ale wciąż do ważnego gracza. Nie mogłam znieść myśli o opuszczeniu branży.
Gdy tylko zmieniłam pracę uderzyło mnie, jak bardzo wyjątkowe dla naszego miejsca pracy i środowiska były rzeczy, które uważaliśmy za oczywiste: sposób, w jaki pracowaliśmy, stwierdzenia, które wypowiadaliśmy bez zastanowienia. Dlaczego więc Big Tech tworzy bańkę i jakie są jej podstawy?
Selekcja
Wiadomość w Twojej skrzynce odbiorczej na LinkedIn w temacie „Witam z <big tech brand>” i dreszcz przebiega po plecach. Tak to się zaczęło dla mnie, tak zaczyna się dla większości osób.
Byłam i nie byłam podekscytowana. Tak, ponieważ wiadomość pochodziła od Big Tech, ponieważ Big Tech mnie chciało, i nie, ponieważ tak naprawdę nie była to firma, od której chciałbym otrzymywać wiadomości. Ale pamiętam, że pomyślałam: NIE prowadzisz rozmowy, kiedy do Ciebie piszą.
I tak po prostu, zanim w ogóle odpowiedziałam na pierwszą wiadomość, trzymali mnie w garści. Sprawili, że poczułam się wybrana do misji większej ode mnie, niosącej wyjątkowy dar, niczym Harry Potter.
Rekrutacja
Każdy zespół lubi myśleć, że jest kluczowy dla firmy. To samo pomyślałam o zespole, do którego dołączyłam: rekrutacja. To nie tylko zespół, w którym znajdziemy ludzi potrafiących budować produkty technologiczne. To tutaj dzieje się magia. Tu powstaje mit.
Jeśli kiedykolwiek aplikowałeś do Big Tech i czekasz na odpowiedź, nie rób tego. Zdradzę Ci sekret, którego nigdy bym nie zdradziła, gdybym tam pracowała: nikt nie sprawdza podań o pracę. Istnieją dwa sposoby, aby się dostać: zostać poleconym lub zostać headhunterem. To ekskluzywny klub, nie wystarczy się zarejestrować.
Należałam do ogromnego, olbrzymiego zespołu zasobów, czyli headhunterów, których jedynym zadaniem jest bardzo, bardzo dobre zrozumienie funkcji, na którą rekrutują. Są bardzo, bardzo precyzyjni w wyszukiwaniu i zapraszaniu na rozmowy dokładnie takiego typu osób, których firma szuka. Jest to strasznie drogi i wybredny sposób zatrudniania ludzi.
Ale wysyła jasny sygnał: wiemy, kogo chcemy i podążamy za Tobą. Zostajesz wybrany. Jesteś wyjątkowy.
Wywiad
Czy jesteś na tyle wyjątkowy, aby przejść ten proces? Wszystko od czterech do siedmiu rozmów kwalifikacyjnych, które zawężają i tak już wąską ścieżkę ludzi dobrych do najlepszych. I pamiętaj, że do analiz przypadków, które ci przedstawią, nie da się podejść bez przygotowania.
Trzeba docenić tę sztuczkę. Big Tech udaje się zaangażować całkowicie pasywnego kandydata i sprawić, aby poświęcił swój wolny czas na przygotowanie się do rozmów kwalifikacyjnych z bardzo niskim prawdopodobieństwem przejścia przez sito. Na stanowiska techniczne ofertę dostanie tylko około 10 proc. rozmówców.
To kolejny filar mitu o świadczeniach technicznych: błędne koło, w którym większość osób przystępuje do bardzo rygorystycznego procesu rekrutacyjnego tylko po to, by go zakończyć niepowodzeniem. Chcesz mieć stawkę w tej ruletce, chcesz wiedzieć, czy jesteś AŻ TAK wyjątkowy.
Oferta pracy
Pakiet oferowany przez Big Tech wiąże się z decyzją zmieniającą życie. Jest to decyzja, którą ktoś już za Ciebie podjął, oferując ci te pieniądze: bierzesz tę pracę. Bo trzeba być szalonym, żeby odmówić.
Po raz kolejny mam wrażenie, że to przeznaczenie. Dostałaś pracę: nie tyle wybierając ją i akceptując, ile dlatego, że zostałaś przez nią wybrana i nie możesz odmówić.
Headhunting, proces, pakiet, to wszystko jest niezbędne dla mitu, to podstawa benefitów w firmach technologicznych. Zanim w ogóle zaczniesz, masz już przekonanie, że to miejsce jest wyjątkowe, że zasługujesz, aby tam być i że jesteś nieskończenie cenna dla firmy.
Na pewno zrobią wszystko, abyś była szczęśliwa?
Zatrzymanie
Nikt nie podejmuje pracy ze względu na siłownię i stołówkę. Ale wiele osób zostaje z tego powodu.
Niektórzy pracownicy dużych firm technologicznych lubią od czasu do czasu żądać wymiany swoich pozapłacowych korzyści na więcej pieniędzy. Oczywiście byłoby to o wiele łatwiejsze dla firmy. Czy myślisz, że dyrektorzy operacyjni w dużych firmach nigdy o tym nie myśleli?
Cóż, może nie. Ponieważ świadczenia zostaną. Jeśli podstawą mitu o benefitach w firmach technologicznych jest rekrutacja, jego rdzeniem są korzyści.
Świadczenia
Nadzwyczajne, bogate świadczenia służą wielu celom. Po pierwsze, pokazują, że właśnie trafiłeś do najlepszego możliwego miejsca pracy. Dobra robota i witaj w niebie.
Po drugie, sygnalizują, że jedyne, czego pragnie Twój pracodawca, to sprawić, abyś był jak najbardziej szczęśliwy, abyś mógł jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Pieniądze nie są problemem. Twój produktywny, dobrze odżywiony umysł przyniesie znacznie więcej pieniędzy, niż w nie zainwestujemy.
Po trzecie, są narzędziem przywiązania. Ludzie to istoty posiadające nawyki i bardzo dobrze się dostosowują. Tak, do przeciwności losu, ale głównie dla wygody. Opieka nad dziećmi, zasiłek zdrowotny, dodatek na transport, ubezpieczenie medyczne i dentystyczne, doradztwo i, co nie mniej ważne, jedzenie – to wiele aspektów życia, o które po prostu się dba. I szkoda, że gdybyś kiedykolwiek zmienił pracę, trzeba o nie ponownie zadbać samemu.
Pomidorki
Po raz pierwszy moje świadczenia w firmie technologicznej przeraziły mnie przy pomocy pomidorków koktajlowych.
Przez jakiś czas byłam niezadowolona ze swojej roli i wszystko wskazywało na to, że sytuacja się pogarsza, a nie poprawia. Któregoś dnia siedząc w stołówce i bezmyślnie wpatrując się w bar sałatkowy, zaczęłam zdawać sobie sprawę, że być może będę musiała zmienić pracę.
Pierwsza (!) myśl, która przyszła mi do głowy, dotyczyła pomidorków koktajlowych. Były organiczne, czerwone i aromatyczne. Gdybym sama miała kupić ich paczkę, musiałabym wydać co najmniej 3 funty w Waitrose. Zaczęłam liczyć, ile to będzie wynosić miesięcznie, na ile pomidorków koktajlowych mogę sobie pozwolić dziennie i czy powinnam pójść na kompromis z jakością Tesco. Ten proces myślowy szybko utwierdził mnie w przekonaniu, że zmiana pracy w tym momencie po prostu nie ma sensu.
A potem złapałam swój własny tok myślenia i pomyślałam: uciekaj. Uciekaj jak najszybciej.
Zagnieżdżanie się w wygodach
Dokładanie wszelkich starań, aby uszczęśliwić pracowników, to stąpanie po cienkim lodzie. Ludzie, którzy zdają sobie sprawę, że przebywają gdzieś na dłużej, czują się komfortowo i ich żądania nie będą miały końca.
Stąd biorą się historie inżynierów oprogramowania żądających średnio wysmażonej jagnięciny i wędzonego łososia. Pokazałeś ludziom, że są wyjątkowi, że pieniądze nie są problemem i że jedyne, czego chcesz, to ich uszczęśliwiać. Nie wiedziałeś, że szczęście może również stworzyć bańkę inflacyjną.
W Workplace (naszym narzędziu komunikacji wewnętrznej) istniała grupa o nazwie „Konstruktywna kulinarna informacja zwrotna“. Było to tętniące życiem forum, z kilkoma postami tygodniowo (a czasem i dziennie), na którym ludzie przekazywali uznania i… sugestie zespołowi kulinarnemu. Zapisałam kilka cytatów, które powinny dać ci wyobrażenie o społeczności uczestniczącej.
***
Chciałem wyrazić swoje lekkie rozczarowanie, że dzisiejszego łososia zabrakło całkowicie przed godziną 13:00. Mam nadzieję, że w przyszłości uda nam się zwiększyć tę kwotę, tak aby wystarczyła dla wszystkich. Byłbym także wdzięczny za więcej opcji mięsnych w menu. Z drugiej strony deser tiramisu bardzo mi smakował ❤
***
O kolacji serwowanej o 18:30:
Aby zjeść tę samą „darmową kolację”, która jest częścią całego darmowego jedzenia, w moim kontrakcie wycenionego „co najmniej na 10 tys.–15 tys. dolarów” rocznie, mam teraz przepracować dodatkowe pół godziny i zostań w biurze na dłużej, bo nie ma pudełek do jedzenia na wynos. Czy nie jest to właściwy sposób zrozumienia wpływu tej zmiany?
***
Wygląda na to, że przechodzimy z saszetek z solą na solniczkę. Chociaż może to być świetne dla środowiska, jest niestety bardzo niewygodne — zwykle nie wiem wcześniej, ile soli potrzebuję. Trochę wolno też soli się potrawę na miejscu. Moje obecne rozwiązanie polega na tym, aby nie dosalać jedzenia, jeśli nie mam czasu, lub posypać małą kupkę soli na talerzu obok dowolnego jedzenia, a następnie dosolić do smaku, gdy siedzę przy stole. Byłoby miło, gdybyśmy mogli w jakikolwiek sposób ulepszyć ten system!
***
O koktajlach proteinowych w lodówkach mikrokuchni (MK):
Bardzo podobał mi się waniliowy (którego nie mieliśmy od jakiegoś czasu). Teraz mamy dużo truskawek (nie jestem ich wielką fanką), a zwykłą czekoladę zastąpiliśmy… czekoladową miętą?
OGROMNIE doceniam posiadanie tak różnorodnych i wysokiej jakości produktów w naszych mikrokuchniach, ale widzę, że w przypadku niektórych rzeczy rezygnujemy z „nietypowych” smaków, które mogą nie odpowiadać większości na rzecz… cóż, czekolady z miętą.
Zawsze zastanawiałem się, w jaki sposób wybieramy to, co dzieje się w MK, ale nie jest to proces zbyt demokratyczny i wątpię, czy w dużym stopniu opiera się na danych.
Odpowiedź od zespołu MK:
Zespół spędził dużo czasu opracowując asortyment produktów MK, biorąc pod uwagę różne metryki danych, a także wiele danych jakościowych (informacje zwrotne od pracowników), nasze własne standardy i oczywiście burzliwą makroekonomię problemów globalnego łańcucha dostaw.
Konstruktywna opinia kulinarna to moja ulubiona grupa w Workplace i nie mówię tego sarkastycznie. Sama zamieszczałam tam posty, głosując za tym, by było więcej białka pochodzenia niezwierzęcego. Dostałam nawet trochę hipsterskiej karmy w postaci wielu polubień i komentarzy (plus tofu i edamame lądujące w barze sałatkowym). Ta grupa po prostu ucieleśnia kolejny filar Big Techu: kulturę informacji zwrotnej.
Informacja zwrotna
Opinia zwrotna jest prezentem – to jedna z naszych wartości. Dla niektórych (większości brytyjskich kolegów) było to puste hasło, ale inni traktowali je całkiem poważnie, zawsze gotowi demaskować to, co nie działa idealnie i równie otwarci na krytykę pod swoim adresem.
Należy pamiętać, że przedstawiciele Big Tech sami wybierają ludzi, którzy studiowali na najlepszych uniwersytetach, szczególnie w USA, gdzie zachęcano ich do zabierania głosu na seminariach i zadawania pytań profesorom (robiłam z nimi magisterkę, są bardzo irytujący, ale i tak chciałabyś mieć ich zaufanie). Awansują i ostatecznie zostają liderami, zarówno ludzie z najlepszych uczelni, jak i ludzie asertywni. W rezultacie ich asertywna postawa rozprzestrzenia się po firmie jako wzór.
Optymalizacja
Ale kultura przekazywania informacji zwrotnych to coś więcej niż gromada zdeklarowanych absolwentów MIT. Według mnie ludzie, którzy nie wymagają niczego poza doskonałością, po prostu przenoszą na skalę całej firmy rodzaj pracy, jaką wykonują w swoim zespole.
W Big Tech (lub dowolnej ogromnej korporacji) Twoja praca jest nieskończenie wyspecjalizowana. Celem posiadania tak dużej liczby pracowników jest to, aby każdy z nich wykonał jedną część procesu i stał się w tym bardzo, bardzo dobry. (I też bardzo niespełniony — opisałam tutaj wpływ specjalizacji pracy na zdrowie psychiczne ).
Jako rekruter zatrudniasz jeden typ profilu kandydata, jako inżynier oprogramowania budujesz jedną część produktu, jako analityk dzień po dniu optymalizujesz jeden wskaźnik – w efektywny sposób oparty na danych. I tak zaczynasz postrzegać otaczające Cię miejsce pracy.
Wiesz, jak ważna dla Twojej firmy jest optymalizacja każdego najmniejszego fragmentu pracy. Jeśli więc zauważysz, że ekspres do kawy nie działa prawidłowo, utknie w kolejce do zwrotu naczyń lub marnują się niepopularne przekąski – odzywasz się.
Uderzenie
Koncentracja na wpływie – to kolejna wartość firmy. W naszych podpisach e‑mailowych zespół rekrutacyjny miał zdanie: Wykonaj najbardziej wpływową pracę w swojej karierze (coś, co wydało mi się nieco intensywne, ale nie udało mi się tego wyłączyć).
Kiedy pytasz kandydata, dlaczego chce pracować w Big Tech, oczekujesz, że odpowie: skala i wpływ. To wielka technologiczna obsesja.
Jak to przekłada się na Twój normalny dzień pracy?
Każdy wie, ilu użytkowników czerpie korzyści z jego pracy lub ile pieniędzy pomagaj firmie zarobić, albo jedno i drugie (w zależności od branży). A to zawsze są ogromne liczby. Bo nawet, jeśli zoptymalizujesz coś o 0,01 proc., to z tego czegoś korzystaj 3 miliardy ludzi i wiele osiągnąłeś. Ty to widzisz, Twój menadżer to dostrzega, Twój zespół to świętuje. Twój wpływ jest widoczny.
A więc: hej, szefie, w tym miesiącu pomogłem ci zaoszczędzić kolejne kilka milionów dolarów. Myślę, że nie będzie problemem dopilnowanie, żeby następnym razem na lunchu nie zabrakło nam łososia, prawda?
Tech
Nie tej dużej technologii, ale tej, z której zespoły korzystają na co dzień. Jak możesz sobie wyobrazić, jest to dość niezwykłe.
Jestem tylko rekruterką, więc mogę tylko opowiedzieć o systemie rekrutacyjnym – najlepszym, z jakim kiedykolwiek pracowałam. Inne firmy kupują wiele oprogramowań, aby przeprowadzać różne etapy procesu, przesyłać zgłoszenia do dostawcy i planować comiesięczne spotkania z menedżerami kont i być może poprosić o dostosowanie niektórych funkcji. W tym samym czasie w mojej poprzedniej firmie 50 inżynierów pracowało wyłącznie nad naszym systemem rekrutacyjnym, testując A/B nasze funkcje, przeprowadzając ankiety wśród użytkowników i optymalizując w nieskończoność.
Czytaj także: Skutki uboczne niepicia alkoholu
I to dotyczy całej firmy. Dla każdego zespołu w branży Big Tech dostępne jest niestandardowe oprogramowanie i grupa inżynierów dbających o to, aby wszystko działało tak płynnie, jak to tylko możliwe, aby stworzyć środowisko o wysokiej wydajności.
Kiedy widzisz, że Twoje systemy działają tak wydajnie, tego właśnie oczekujesz od wszystkich wokół siebie.
Trzy kliknięcia mniej
Po grupie Konstruktywnej Kulinarnej Informacji Zwrotnej moją drugą ulubioną grupą była Opinia Zwrotna o Rekrutacyjnych Produktach, a moim ulubionym autorem był facet o imieniu Nick. Obdarzony wschodnioeuropejską bezpośredniością Nick nie bał się narzekać na najdrobniejsze niedociągnięcia naszego systemu operacyjnego.
Oczekujesz, że w miesiącu „wszystkie ręce na pokład” będę wysyłać wiadomości do 300 kandydatów tygodniowo. A teraz dodałeś 3 dodatkowe kliknięcia do naszych funkcji przesyłania wiadomości, co dodaje mi około 1 dodatkową godzinę pracy administracyjnej do mojego tygodnia pracy. Czy to naprawdę było potrzebne?
Był irytujący, miał prawo i miał rację. Zadbałam o to, aby obserwować Nicka i być pierwszą osobą, która polubi jego posty.
Śmieszność
Bańka świadczeń w firmach technologicznych jest śmieszna i irytująca.
To mikrokosmos uprzywilejowanych ludzi, którzy stracili kontakt z rynkiem pracy i którzy oczekują najwyższej pensji, dodatków, świadczeń i kapitału własnego, a także oczekują miłości, rozpieszczania i ochrony jak pandy w chińskim zoo.
To środowisko zaprojektowane tak, abyś czuł się tak komfortowo, nawet gdy Twoja praca przestaje dawać Ci potencjał rozwoju, nawet gdy zaczyna sprawiać, że jesteś coraz bardziej nieszczęśliwy i nawet gdy jesteś o krok od zwolnienia – zagnieżdżasz się jeszcze głębiej w swoich wygodach, nie chcąc wyobrażać sobie powrotu do świata na zewnątrz.
To miejsce pracy, w którym w ciągu sześciu miesięcy, gdy wisiała nad nami fala zwolnień, słyszałam, jak moi byli współpracownicy wypowiadali dokładnie te słowa:
Od czterech lat wykonuję tę samą pracę, mam dość. Ale tu jest po prostu wygodnie.
***
Wszystko wskazuje na to, że będą zwolnienia. Wiem, że powinienem zacząć szukać, ale kto mi zapłaci tę pensję?
***
Co jeszcze jest dla mnie dostępne? Nie chcę zakładać start-upu, musiałbym ciężko pracować. Jedyną opcją jest wypróbowanie „innej dużej firmy technologicznej“, ale wtedy wiem, że będę wykonywał dokładnie tę samą pracę, więc równie dobrze mogę tu zostać i cieszyć się równowagą między życiem zawodowym a prywatnym.
Ostatecznie 94 proc. mojego szerszego zespołu zostało zwolnionych.
Piękno
Bańka firm technologicznych jest również wyjątkowa i fascynująca. Tęsknię za tym.
Za pracą z inteligentnymi i zaangażowanymi ludźmi, którym zapewnia się najlepsze możliwe warunki osiągnięcia sukcesu: najlepsze pensje, najlepsze środowisko biurowe, najlepsze oprogramowanie, najlepsze wsparcie – i od których oczekuje się doskonałości.
Za tym, żeby nie zadowalać się czymś, co działa, czymś, co w jakiś sposób przynosi jakiś rezultat, więc nie ruszajmy tego, czymś, co można zrobić, jeśli znasz obejście i masz dużo czasu. Nawet nie zadowalając się czymś dobrym, ale eksponując braki i żądając tego, co najlepsze.
Brakuje mi środowiska, w którym czujesz się wybrana i chcesz zasłużyć na bycie wybraną. To sprawia, że starasz się zapracować na swoje miejsce w tym miejscu.
Brakuje mi zbiorowego złudzenia, że nasza praca ma znaczenie. Nigdy nie słyszałam: to może poczekać do jutra, nie ratujemy życia, to tylko praca. Zawsze słyszałam: skoncentruj się na uderzeniu. Pracuj nie do czasu, aż Twój menadżer przejdzie w tryb offline, ale aż zakończysz swoje zadanie i wykonasz je na najwyższym poziomie.
Tęsknię za rywalizacją z kolegami, a nie za klepaniem się po plecach za to, że po prostu robimy to, za co nam płacą.
Brakuje mi realistycznego spojrzenia na wymianę pieniędzy i umiejętności. Pracowników, którzy wiedzą, że sami są siłą, dzięki której ta firma zarabia ogromne pieniądze, dlatego chcą być szczęśliwi. Pracodawcy, który wie, że ci wysoko wykwalifikowani ludzie mogliby pracować gdziekolwiek indziej, więc musi być zadowolony.
Brakuje mi kapitalistycznej utopii robotniczej, w której pracownicy rozumieją, że ich czas jest sprzedawany, a ich umysły wykorzystywane dla zysku, więc przynajmniej chcą mieć coś do powiedzenia na temat tego, jak się to robi.
I strasznie brakuje mi bycia traktowanym jak panda w chińskim zoo.
Czy Big Tech odbije się?
Może tak się stanie, a grupa ludzi z tytułami technicznymi będzie nadal wybierać spośród 8 rodzajów Fanty, uczestniczyć w przyjęciach bożonarodzeniowych z motywem Narnii i dać z siebie wszystko, aby podnieść jeden wskaźnik o 0,01 proc. na trochę dłużej.
Ale możliwe jest też, że bańka pękła. Być może żyjemy w okresie odchodzenia od wielkich technologii i wkrótce spojrzymy wstecz na tytuły technologiczne z niechęcią, jaką żywimy do firm z Wall Street z lat 70. XX wieku.
Tak czy inaczej, jestem dumna, że mogłam doświadczyć tej bańki i zachować moją nostalgię.