Czy weganie i cykliści uratują klimat?


Podaj dalej


Rezygnacja z hamburgerów i latania samolotem nie zastąpią walki z kryzysem klimatycznym. Skupiając się na małych krokach i własnych działaniach uciekamy od radykalnych rozwiązań, jakie są teraz potrzebne przegrzewającej się Ziemi. Taki wniosek płynie z kilku badań, o które pokusili się uczeni. Choć zmiana stylu życia jest pilnie potrzebna, zwłaszcza w krajach wysokorozwiniętych, to nie może przesłaniać konieczności działań systemowych – przeczytałam niedawno. 

Jak podał magazyn Nature trzy lata temu w Japonii przeprowadzono badania na grupie osób, które podjęły się oszczędzania energii po katastrofie nuklearnej w Fukushimie.  Im bardziej osoba angażowała się w zadania dotyczące oszczędzania prądu, tym jej poparcie dla wprowadzenia podatku węglowego było mniejsze.

To może oznaczać, że zmienia się przekonanie, kto powinien rozwiązać problem. Odpowiedzialność przesuwa się z rządu i polityków bardziej w kierunku indywidualnych wyborów

Kolejne badanie w Japonii przeprowadzone w ubiegłym roku potwierdziło wcześniejszy wniosek. Zaproponowano badanym osobom zachęty do używania zielonej energii, do tego automatycznie zostałyby wpisane do programu oszczędzania energii. Zwieńczeniem polityki miał być podatek węglowy. Większość osób opowiedziała się przeciwko takiemu podatkowi. Całą uwagę poświęcamy mniejszym krokom, które mogą nie mieć odpowiedniego wpływu na walkę ze zmianami klimatu. Sądzimy, że poczyniliśmy postępy, a tak naprawdę ich nie ma

Co gorsza, nasza uwaga skupia się na drobnostkach i uszczypliwościach. Jedni licytują się z drugimi. 

Jesteś taka „eko” a używasz woreczków do lodu – usłyszałam kiedyś. Poczułam się oczywiście podle.

Kto ponosi odpowiedzialność?

Przestajemy używać jednorazowych słomek, woreczków, reklamówek, rezygnujemy z kupowania napojów w plastiku, być może szampon i mydło w płynie zamieniamy na takie w kostce. Czujemy się lepiej. A producenci tych opakowań? Też czują się dobrze, ponieważ nikt ich jak dotąd odpowiednio nie opodatkował. Tymczasem za każde opakowanie wprowadzone na polski rynek producenci powinni ponosić opłaty. Dyskusja o konieczności wprowadzenia kaucji za plastikowe butelki trwa od roku i wydaje się, że będzie przedłużała się w nieskończoność. A bez rozszerzonej odpowiedzialności producenta efektu zmniejszenia ilości śmieci nie będzie. 

Jak bardzo możemy pomóc?

Powinniśmy zrobić wszystko, by szybko zmniejszyć emisje CO2. Indywidualnie i systemowo. Rezygnacja z jednorazówek jest prosta. Nic nas nie kosztuje. Trochę więcej wysiłku może wymagać od nas oszczędzanie prądu i ciepła. Ale to procentuje niższymi rachunkami.

Wyobraźmy sobie, ile drzew można posadzić na terenach przeznaczonych teraz do celów produkcji mięsa. W Stanach Zjednoczonych obliczono, że to ponad miliard hektarów. Emisje gazów cieplarnianych z sektora żywności w skali globu to co najmniej kilkanaście procent. To nie jest mało.

Emisje CO2 z latania teraz stanowią około 3 proc. w skali świata, ale rosną tak szybko, że wkrótce podwoją się. Jak pokazały badania z amerykańskiego rynku, za większość krajowych emisji z lotnictwa odpowiada tam garstka najbardziej aktywnych podróżników. Inne podsumowanie dowodzi, że 20 najlepszych piłkarzy, którzy wielokrotnie latają na mecze, przyczyniło się w 2019 roku do emisji pół miliona ton C02 (Rober Lewandowski jest na liście). Umiar ma znaczenie.

Wspaniale, że do Polski dotarła „słoneczna rewolucja”. Coraz więcej osób inwestuje w fotowoltaikę – produkcję prądu z paneli słonecznych umieszczonych na własnym dachu. Ta rozproszona energia jest w dużym stopniu zużywana bezpośrednio na miejscu – bez ponoszenia kosztów sieci i strat, jakie wynikają z przesyłu. To jednak nie powinno przesłaniać nam obrazu całej energetyki, gdzie trzy czwarte prądu i 80 proc. ciepła produkowane jest z węgla.

Konieczne są mocne działania tam, gdzie najwięcej wykorzystuje się paliw kopalnych – węgla, ropy i gazu – do produkcji energii elektrycznej, ogrzewania, transportu. Podatek węglowy oznacza obłożenie dodatkowymi opłatami emisji CO2 – tych bezpośrednich z kominów i tych pośrednich, jakie powstają w czasie transportu czy z surowców.  To proste rozwiązanie, na które jednak większość państw świata mówi: nie. Na razie emisje CO2 obłożono opłatami, albo zamierza się to zrobić, w około 60 krajach świata (Polske jest w tym gronie) – podaje Bank Światowy. To tylko jedna piąta światowych emisji. To znacznie za mało.

czekamy na komentarz,

zostaw nam chociaż jeden

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.