Oszczędności na ładowaniu samochodu elektrycznego mogą sięgać nawet kilkuset złotych miesięcznie w porównaniu z tradycyjnym tankowaniem. Mimo to popyt na auta z napędem elektrycznym w Polsce wyraźnie wyhamował, a kluczową barierą stały się rosnące raty leasingu i wynajmu długoterminowego.
Realne oszczędności przy dystrybutorze
Analiza wydatków eksploatacyjnych popularnych pojazdów z różnymi napędami pokazuje wyraźną przewagę energii elektrycznej nad tradycyjnymi paliwami. Przy rocznym przebiegu rzędu 20 tysięcy kilometrów kierowcy samochodów spalinowych zostawiają na stacjach paliw pokaźne sumy:
- Benzynowa Toyota Corolla: średni miesięczny koszt paliwa wynosi około 958 zł.
- Hyundai Tucson (miękka hybryda): wydatki sięgają 932 zł miesięcznie.
- Volkswagen Passat (diesel): koszt tankowania to około 852 zł co miesiąc.
Dla porównania, użytkownik elektrycznego Nissana Leafa ładowanego w domowej taryfie nocnej G12 wyda zaledwie 304 zł miesięcznie. Jak wyliczyli analitycy Superauto.pl, skrajna różnica w kosztach eksploatacji pojazdu spalinowego i elektrycznego sięga aż 655 zł miesięcznie na korzyść prądu. Nawet korzystając wyłącznie z najdroższych, publicznych ładowarek, koszt energii zamknie się w kwocie 792 zł.
Załamanie wartości rezydualnej i koniec dotacji
Mimo tak wyraźnej przewagi w kosztach codziennego użytkowania, udział elektryków w rejestracjach nowych aut spadł w tym roku do zaledwie 5%. Według danych IBRM Samar w pierwszych ośmiu miesiącach roku zarejestrowano w Polsce 23,3 tys. nowych pojazdów elektrycznych, co oznacza skromny wzrost o 3,4% przy ogólnym rozwoju rynku o ponad 10%.
Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest zmiana polityki firm leasingowych oraz podmiotów zarządzających flotami (CFM). Po wygaśnięciu lub wyczerpaniu środków z programów wsparcia, takich jak „Mój elektryk” czy „NaszEauto”, instytucje finansowe znacznie obniżyły szacowaną wartość końcową pojazdów bezemisyjnych.
Przewidywana wartość rezydualna samochodów elektrycznych po 3 latach wynajmu została obniżona przez część firm finansujących do zaledwie 40–50% ceny katalogowej. Oznacza to, że najemca musi w trakcie trwania umowy spłacić w ratach ponad połowę wartości auta.
Klasa premium w cenie przeciętnego elektryka
Zachowawcze podejście instytucji finansujących doprowadziło do absurdalnej sytuacji rynkowej. Raty wynajmu za przeciętny samochód elektryczny dorównują dzisiaj kosztom użytkowania spalinowych aut z segmentu premium.
Przykładowo, miesięczna rata wynajmu kompaktowego lub średniego elektryka bywa zbliżona do kosztów wynajęcia spalinowego Audi Q7, Mercedesa GLE czy BMW Serii 5 – aut katalogowo droższych o 120–250 tysięcy złotych. Wynika to z faktu, że tradycyjne samochody spalinowe znacznie wolniej tracą na wartości na rynku wtórnym, co pozwala bankom i firmom CFM zaoferować niższe raty miesięczne. Dopóki na rynku ubezpieczeń nie zadebiutują produkty chroniące firmy leasingowe przed spływającym ryzykiem spadku cen aut używanych, wysoki koszt miesięczny pozostanie głównym hamulcem elektromobilności.
Treść artykułu została opracowana i zredagowana przy wsparciu sztucznej inteligencji (AI), zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej dotyczącymi przejrzystości AI, na podstawie materiałów prasowych dostarczonych przez Katarzynę Siwek w imieniu firmy Superauto.pl.