- reklama -

Wypuszczamy koty i spuszczamy ze smyczy psy. Czy to jest złe?

Przeczytasz w 8 min.

Na wstępie przyznam, że nie jestem behawiorystką i nie znam się, jak większość właścicieli sierściuchów. Ale żyję z kotami i psami niemal całe życie, więc sporo opowieści mi się nazbierało. I patrząc z perspektywy tego swojego już wieloletniego doświadczenia, nie rozumiem emocji, jakie budzi wypuszczanie kota na dwór i spuszczanie psa ze smyczy.

Do niedawna mieszkałam w domu z ogrodem i nie mam pojęcia, jak można upilnować kilka kotów, aby nie wychodziły. Od kocięcia moje specjalizowały się w wychodzeniu przez uchylone okno i łażeniu po dachu. Doświadczyłam też, że nie każdy kot może być trzymany w domu. Moja najstarsza kocica tak długo obsikiwała nam mieszkanie, aż przeprowadziliśmy się do domu z ogrodem, gdzie mogła wychodzić, ile chciała. Jest to kotka wychowana u kogoś na podwórku, ostatnia z miotu, trafiła do nas w wieku ponad pół roku – była zupełnie dzika, chowała się przez kilka dni pod wanną. Dla niej przebywanie na dworze było najwyraźniej czymś zupełnie naturalnym.

Kot wypuszczony na dwór

Tak, mam nieosiatkowany balkon, a że mieszkam na pierwszym piętrze, nie zamierzam montować siatki, bo ta wysokość nie stanowi dla kotów niebezpieczeństwa (przynajmniej żaden mój kot nic sobie nie zrobił dostając się na dół sobie wiadomym sposobem z podobnych wysokości).

Jedna z naszych kocic została w ogrodzie za zgodą nowych właścicieli domu: jestem przekonana, że nie odnalazłaby się w bloku. Prawdopodobnie ktoś ją podrzucił, ponieważ ni stąd ni zowąd zupełnie oswojona pojawiła się w stodole i zamieszkała z nami. Ale do domu przychodziła tylko po to, by zjeść i… sikać po kątach na złość innej kocicy, z którą obie nie tolerowały się. Teraz w bloku mam jeszcze dwa podrzutki (znowu stodoła nas obdarzyła, tuż przed przeprowadzką, tym razem trzema szaroburymi dachowcami i tylko dla jednego udało mi się znaleźć dom). One są od małego wychowane na koty domowe, nie mają możliwości wychodzić i generalnie są wyjątkowo bezproblemowe. Podsumowując te przydługie wywody: są koty, które można trzymać w domu i takie, których nie można. Są sytuacje, które sprzyjają temu, by mieć koty niewychodzące i są sytuacje, które to uniemożliwiają.

Polowanie: główny argument zwolenników trzymania kotów w domu

Według badań Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego koty zabijają w Polsce co roku miliony drobnych ssaków i ptaków. Najczęściej są to niedokarmione koty wiejskie, choć też na pewno takie, które okresowo wychodzą z domu na dwór. Najczęściej łowią popularne ptaki i myszy.

Kiedyś wyłapałam do żywołapki osiem myszy (co najmniej dwa pokolenia!), bo długo nie mogłam uwierzyć, że to tajemnicze chrobotanie to w ogóle mogą być myszy – przecież miałam w domu trzy koty. Owszem, zdarzyło mi się też znaleźć w łazience ogon, a niedługo potem – osobno – jaszczurkę (jak najbardziej żywą) i wpaść w panikę, ale też uważam, że na tym polega jeden z wątpliwych uroków trzymania w domu tych pięknych i strasznych drapieżników.

No właśnie, koty to drapieżniki. Moje domowe podrzutki polują na ćmy i żuki, które na swoje nieszczęście wlecą do mieszkania. Kocurek woli się nimi bawić, za to kotka chętnie zjada. I choć polowanie trzeba ograniczać, bo dzikich i pół dzikich kotów jest za dużo, to uważam też, że nie da się go całkiem wyeliminować, bo na tym polega kocia natura. Jakiejś odrobiny chociaż polowania i wolności potrzebują, by być sobą.

Spuszczanie psa ze smyczy

Mam sporą sunię pełną energii, z którą zamieszkałam niedawno w bloku. Absolutnie nie wyobrażam sobie, jak bym miała nie spuszczać jej nigdy ze smyczy, bo ona po prostu potrzebuje wybiegać się.

W mojej miejscowości nie ma wybiegu dla psów, nigdy też na takim wybiegu nie byłam. Ponoć to fajne rozwiązanie dla części psów, dla innych jednak obecność wielu innych, nieznanych przedstawicieli własnego gatunku to zbyt duży stres.

Nie wiem też, jak sprawa ze spuszczaniem wygląda w dużych miastach, gdzie psów jest więcej, więc i zagrożenie dla mieszkającej w pobliżu miast zwierzyny jest większe.

Od lat spuszczam moją sunię ze smyczy, gdy tylko oddalimy się od szosy. Nigdy nie była szkolona na psa myśliwskiego, ale wiele razy udowodniła mi, że musi istnieć pamięć genetyczna (jest w połowie spanielem), ponieważ tak pięknie wystawia bażanty, że jakbym miała strzelbę i umiała strzelać, to nic, tylko… Zapewne stresuje przy tym bażanty, ale nie robi im krzywdy. Zawsze przegania też żurawie, ale one z daleka wołają: „tu jesteśmy!”, więc choćbym nie wiem, jak próbowała, to i tak nie byłabym w stanie odwrócić jej uwagi. Więc biegnie ku żurawiom, a one nieśpiesznie i z gracją odlatują. Zdarzyło jej się też pogonić sarny i choć rozwijała swoje maksymalne tempo, to nie miała szans, sarny zostawiały ją daleko w tyle kilkoma susami i nie sprawiały przy tym wrażenia szczególnie przejętych (choć może nie umiem tego ocenić).

Bezpańskie zwierzęta

Co innego bezpańskie psy zbierające się w watahy – sama się przestraszyłam, gdy zobaczyłam kiedyś kilka psów wędrujących razem. One mogą być realnym zagrożeniem dla dzikich zwierząt. Bezpańskie i pół dzikie psy i koty, puszczane bez żadnej kontroli, niesterylizowane, niekarmione regularnie. To nimi trzeba się zająć.

Czytaj także: Kwiatki ze sklepu są piękne. Ale czy naprawdę potrzebujesz ich dużo?

Moje zwierzęta pochodzą z adopcji, ze stodoły, od ludzi, którym nie udało się znaleźć dla nich innych domów. Mam ich w tej chwili więcej, niż zamierzałam, i choć do wszystkich się przywiązałam, to niespecjalnie mam dla nich czas i pieniądze. Oczekiwałabym raczej wsparcia niż pouczania na temat spuszczania ze smyczy lub osiatkowania balkonu. Niedawno dostałam sporo karmy od pobliskiej fundacji, za co jestem bardzo wdzięczna, choć wolałabym, by karmy tej było mniej, za to lepszej jakości. Wyobrażam sobie też, że jeśli ktoś przygarnie bezpańskiego kota lub psa, gmina mogłaby opłacić sterylizację.

Przede wszystkim: koty trzeba sterylizować. Aby się nie mnożyły, aby kotki nie umierały w męczarniach z powodu ropomacicza (ponad 90% niewysterylizowanych kotek ostatecznie choruje!).

Branie do domu dachowców i kundli zmniejsza problem zwierząt, które powinny być domowe, a żyją dziko. W znacznie większym stopniu niż trzymanie na smyczy bądź niewypuszczanie z domu.

Ola Jagła
Pochodzę z Warszawy, od 20 lat mieszkam w Ośnie Lubuskim. Jestem psycholożką, lubię rozmawiać z ludźmi o sprawach ważnych. Lubię chodzić po lesie, wciąż uczę się, że jestem częścią przyrody, i chcę ją chronić.
Podziel się
Tagujemy
Czytaj także

Ruszają nowe unijne dotacje na ekologiczne inwestycje

Unijne dotacje z Funduszu Innowacyjnego po raz pierwszy popłyną do beneficjentów w 14 państwach. Na liście 32 małych projektów, którym przyznano dofinansowanie, znajdują się...

Żabka wycofuje lody. Unia wzięła pod lupę tlenek etylenu

Problemy z zakazanym w Unii Europejskiej tlenkiem etylenu w żywności nie przemijają. Pojawiają się nowe ostrzeżenia dotyczące produktów takich jak lody czy mięso, a...

Od czego zależy dofinansowanie do pompy ciepła

Czy dotacje do pompy ciepła zależą od dochodu? Takie pytanie zadał nam czytelnik. Wyjaśniamy, jakie warunki trzeba spełnić, aby dostać na pompy ciepła dofinansowanie....
- reklama -
Najnowsze
A jeszcze lepsze jest to...
ZOSTAW KOMENTARZ
Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

- reklama -